- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 20
Miłosierdzie w trudnych relacjach
Święty Paweł w Liście do Kolosan zachęca: „Znoście siebie nawzajem i wybaczajcie sobie, jeśli ktoś ma zarzut przeciw drugiemu” (Kol 3,13). Słowa te przypominają nam, że miłosierdzie jest potrzebne nie tylko wobec ludzi chorych, ubogich czy skrzywdzonych. Potrzebujemy go również w naszych codziennych relacjach – szczególnie wtedy, gdy spotykamy osoby, z którymi trudno nam się porozumieć. Każdy z nas zna takich ludzi. Ktoś ciągle narzeka, ktoś chce zawsze mieć rację, ktoś łatwo się obraża, inny mówi zbyt dużo albo nie potrafi słuchać. Czasami wystarczy odmienny charakter, sposób patrzenia na świat czy inne przyzwyczajenia, aby wspólne przebywanie stało się trudne. Pan Bóg stworzył nas różnymi. Mamy różne charaktery, temperamenty, doświadczenia i sposoby reagowania. To, co dla jednego jest zupełnie normalne, dla drugiego może być trudne do zaakceptowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy oczekujemy, że inni będą myśleli, zachowywali się i reagowali dokładnie tak jak my.
Pan Jezus powiedział: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?” (Mt 5,46). Łatwo jest być dobrym dla człowieka, z którym dobrze się rozumiemy. Znacznie trudniej zachować życzliwość wobec kogoś, kto nas denerwuje albo ma zupełnie inny charakter, sposób patrzenia na świat czy inne poglądy polityczne. Chrześcijańska miłość nie oznacza, że z każdym musimy być blisko. Nie ze wszystkimi stworzymy przyjaźń i nie z każdym będziemy dobrze się rozumieli. Miłość oznacza natomiast, że nie chcę drugiego człowieka krzywdzić, poniżać ani przekreślać. Staram się go szanować, dobrze o nim mówić i – jeżeli potrzebuje pomocy – nie odwracać się od niego tylko dlatego, że trudno nam się porozumieć.
- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 21
Przebaczyć nie znaczy zapomnieć – jak żyć z krzywdą, która pozostaje w pamięci?
Święty Mateusz opisuje w swojej Ewangelii scenę, w której Piotr pyta Jezusa: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?”. Jezus odpowiada: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,21–22). Przebaczenie zajmuje bardzo ważne miejsce w życiu chrześcijanina. Jednocześnie należy do najtrudniejszych wymagań Ewangelii. Łatwo o nim mówić, dopóki sami nie zostaniemy naprawdę skrzywdzeni.
Kiedy ktoś nas skrzywdził, czasami słyszymy rady: „Zapomnij o tym”, „Nie wracaj już do tego”. Tymczasem przebaczenie nie polega na udawaniu, że nic się nie wydarzyło. Jeżeli ktoś został oszukany, zdradzony, poniżony czy niesprawiedliwie potraktowany, powstała prawdziwa rana. Przebaczenie nie oznacza nazywania zła dobrem ani pomniejszania doznanej krzywdy. Oznacza raczej: „Stało się coś złego, ale nie chcę odpowiadać złem na zło”. Nie możemy nakazać naszej pamięci, aby usunęła bolesne wydarzenia. Niektóre krzywdy pamiętamy przez wiele lat. Sam fakt, że o nich pamiętamy, nie oznacza jeszcze, że nie przebaczyliśmy. Ważniejsze jest to, co robimy z pamięcią o krzywdzie. Możemy ciągle ją rozdrapywać, pielęgnować gniew i myśleć o odwecie. Możemy jednak powiedzieć: „Pamiętam, nadal mnie to boli, ale nie chcę żyć nienawiścią”. Przebaczyć nie znaczy wymazać przeszłość. Przebaczyć znaczy nie pozwolić, aby doznana krzywda kierowała moją przyszłością.
- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 21
Dać człowiekowi drugą szansę – miłosierdzie, które pozwala zacząć od nowa
W Ewangelii według św. Łukasza czytamy historię Zacheusza – zwierzchnika celników i człowieka bardzo bogatego. Celnicy nie cieszyli się dobrą opinią. Wielu z nich wykorzystywało swoją pozycję, pobierało od ludzi zbyt wysokie opłaty i w ten sposób się bogaciło. Dlatego Zacheusz był człowiekiem, którego inni nie darzyli szacunkiem. Pewnego dnia do Jerycha przybył Jezus. Zacheusz bardzo chciał Go zobaczyć, ale ponieważ był niskiego wzrostu, wszedł na drzewo. Kiedy Jezus znalazł się w tym miejscu, spojrzał w górę i powiedział: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5). Ludzie, którzy obserwowali spotkanie Jezusa z Zacheuszem, byli oburzeni. Mówili: „Do grzesznika poszedł w gościnę” (Łk 19,7). Dla nich Zacheusz był grzesznikiem i takim miał już pozostać. Jezus patrzył na niego inaczej. Nie oznacza to, że uważał jego wcześniejsze postępowanie za dobre. Zło pozostaje złem, a krzywda krzywdą. Jezus wiedział jednak, że człowiek jest kimś więcej niż tylko sumą swoich grzechów. Widział w Zacheuszu nie tylko to, kim był do tej pory, ale również to, kim może się stać.
My często postępujemy inaczej. Kiedy ktoś popełni grzech, łatwo mówimy: „On już taki jest”, „Ona się nigdy nie zmieni”, „Z niego nic dobrego nie będzie”. W ten sposób zamykamy człowieka w jego przeszłości. Zwróćmy uwagę, że Jezus nie rozpoczął spotkania z Zacheuszem od wypominania mu grzechów. Nie powiedział: „Najpierw napraw wszystko, co zrobiłeś, a później porozmawiamy”. Najpierw powiedział: „Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. I właśnie to spotkanie zaczęło przemieniać Zacheusza. Powiedział on do Jezusa: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (por. Łk 19,8). Nie skończyło się więc na pięknych słowach. Zacheusz zrozumiał, że jeśli naprawdę chce rozpocząć nowe życie, powinien naprawić wyrządzone zło.
- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 14
„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” – miłosierdzie w patrzeniu na drugiego człowieka
Pan Jezus powiedział: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk 6,37). Słowa te pokazują nam kolejny, bardzo ważny wymiar miłosierdzia. Miłosierdzie wyraża się nie tylko w tym, co robimy dla drugiego człowieka, co do niego mówimy i jak się za niego modlimy. Miłosierdzie zaczyna się jeszcze wcześniej – od tego, jak patrzymy na drugiego człowieka i co o nim myślimy.
Każdemu z nas zdarza się oceniać innych. Widzimy czyjeś zachowanie i bardzo szybko wyciągamy wnioski: „On jest leniwy”, „Ona jest egoistką”, „Z nim zawsze są problemy”, „Ona myśli tylko o sobie”. Czasami wystarczy jedna sytuacja, jedno zdanie albo zasłyszana od kogoś historia, abyśmy wydali opinię o człowieku. Problem polega na tym, że najczęściej znamy tylko niewielką część jego życia. Nie wiemy przecież, co dzieje się w jego domu. Nie znamy wszystkich doświadczeń, które nosi w swoim sercu. Nie wiemy, z czym się zmaga, czego się boi ani dlaczego zachował się właśnie w taki sposób. To, co widzimy, jest często tylko małym fragmentem znacznie większej historii.




















