- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 10
Czym jest zaufanie Bogu?
W Ewangelii według św. Marka czytamy o uczniach przeprawiających się z Jezusem przez jezioro. Nagle zrywa się gwałtowna burza. Fale uderzają w łódź, a Jezus śpi. Uczniowie budzą Go, pytając, czy nie obchodzi Go to, że giną (por. Mk 4,35–41). To pytanie jest nam bliskie. Kiedy przychodzi choroba, kryzys w rodzinie, samotność albo wiadomość, która odbiera spokój, rodzi się w nas podobny niepokój: „Panie, czy Ty widzisz, co się dzieje? Dlaczego milczysz?”. Uczniowie uznali milczenie Jezusa za obojętność. Tymczasem On był z nimi w tej samej łodzi.
Pojawianie się trudności nie oznacza nieobecności Boga. Zaufanie dojrzewa wtedy, gdy uczymy się rozpoznawać Jego bliskość również w chwilach, w których nie odczuwamy pocieszenia. Możemy wtedy modlić się bardzo prosto: „Jezu, nie rozumiem tego, co przeżywam. Proszę, pomóż mi uwierzyć, że jesteś ze mną”. Inna scena ukazuje Piotra idącego po wodzie. Na wezwanie Jezusa wychodzi z łodzi, ale przerażony siłą wiatru zaczyna tonąć. Woła o ratunek, a Jezus natychmiast wyciąga rękę i go chwyta (por. Mt 14,22–33). Piotr doświadcza własnej słabości, ale równocześnie poznaje wierność Chrystusa. Jego ratunkiem staje się ręka Jezusa. Nieraz myślimy, że człowiek ufający Bogu powinien zawsze być spokojny, pewny i wolny od wątpliwości. Tymczasem można ufać, płacząc. Można ufać, odczuwając lęk. Można ufać, mając siłę jedynie na krótkie wołanie o pomoc. Zaufanie jest decyzją serca: „Panie, przychodzę do Ciebie także z tym, czego się boję. Nie chcę przeżywać tego bez Ciebie”.
- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 13
„Pozwól sobie pomóc” – miłosierdzie, które trzeba umieć przyjąć
W Ewangelii według św. Jana czytamy o niezwykłym wydarzeniu, które miało miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy. Pan Jezus wstał od stołu, przepasał się prześcieradłem i zaczął umywać nogi swoim uczniom. Kiedy podszedł do Piotra, ten stanowczo zaprotestował: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”. Jezus odpowiedział mu: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną” (J 13,8). Dlaczego Piotr nie chciał pozwolić Jezusowi na ten gest? Być może trudno mu było zaakceptować, że jego Mistrz chce mu usłużyć. To przecież uczeń powinien służyć nauczycielowi, a nie odwrotnie. Tymczasem Jezus pokazuje mu, że trzeba nie tylko umieć służyć innym, ale również pozwolić, aby ktoś zatroszczył się o nas. Lubimy być samodzielni. Chcemy radzić sobie z problemami, podejmować decyzje i mieć poczucie, że panujemy nad własnym życiem. Nie ma w tym nic złego. Trudność pojawia się jednak wtedy, gdy nie potrafimy przyznać, że czasami również potrzebujemy pomocy. Ktoś proponuje nam wsparcie, a my odpowiadamy: „Nie trzeba, poradzę sobie”. Czasami powstrzymuje nas duma, innym razem wstyd albo obawa, że staniemy się dla kogoś ciężarem. Tymczasem przyjęcie pomocy nie jest oznaką słabości. Jest wyrazem pokory i uznania, że nie jesteśmy samowystarczalni.
- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 17
Nie odkładaj dobra na później – miłosierdzie, które nie zwleka
W Księdze Przysłów czytamy: „Nie odmawiaj dobra uprawnionemu, gdy masz możliwość działania. Nie mów bliźniemu: «Idź sobie, przyjdź później, dam jutro» – gdy możesz dać zaraz” (Prz 3,27–28). Słowa te przypominają nam, że miłosierdzie nie polega jedynie na dobrych chęciach. Powinno wyrażać się w konkretnych czynach, podejmowanych wtedy, gdy drugi człowiek potrzebuje naszej pomocy. Każdy z nas zna takie sytuacje. Wiemy, że ktoś z rodziny jest chory i warto byłoby go odwiedzić. Myślimy jednak: „Pojadę w przyszłym tygodniu”. Od dawna nie rozmawialiśmy ze starszym sąsiadem, ale tłumaczymy sobie: „Zajrzę do niego, kiedy będę miał więcej czasu”. Ktoś prosi nas o pomoc, a my odpowiadamy: „Teraz nie mogę, może innym razem”. Oczywiście mamy swoje obowiązki i nie zawsze możemy natychmiast odpowiedzieć na potrzeby drugiego człowieka. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy odkładanie dobra staje się naszym przyzwyczajeniem. Czasami nie chodzi nawet o brak czasu, ale o wygodę. Pomoc drugiemu człowiekowi wymaga przecież wysiłku, zmiany planów, a niekiedy rezygnacji z własnych przyjemności. Łatwiej więc powiedzieć sobie: „Zrobię to później”. Tymczasem dobro, które możemy uczynić dzisiaj, nie zawsze będzie możliwe jutro.
- Szczegóły
- Kategoria: Katechezy
- Odsłon: 19
Zauważyć człowieka obok siebie – miłosierdzie w codzienności.
W Ewangelii według św. Łukasza Pan Jezus opowiada przypowieść o człowieku, który został napadnięty przez zbójców. Pobity i ograbiony leżał przy drodze. Przechodził tamtędy kapłan, zobaczył go, ale poszedł dalej. Podobnie zachował się lewita. Dopiero Samarytanin, „gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko” (por. Łk 10,30–33). Zatrzymał się, opatrzył jego rany i zatroszczył się o niego. Wszyscy trzej zobaczyli tego samego człowieka. Tylko jeden jednak naprawdę dostrzegł jego cierpienie.
Żyjemy coraz szybciej. Mamy wiele obowiązków, własnych problemów i planów. Często gdzieś się spieszymy i myślimy o tym, co jeszcze musimy zrobić. W takim pośpiechu łatwo przestać zauważać ludzi. Możemy codziennie spotykać tę samą osobę i nigdy nie zapytać, jak się czuje. Możemy mieszkać obok starszego człowieka i nie wiedzieć, że jest samotny. Możemy pracować z kimś, kto przeżywa trudny czas, ale ponieważ się uśmiecha, zakładamy, że wszystko jest w porządku. Tymczasem każdy uczynek miłosierdzia zaczyna się od zauważenia człowieka i jego potrzeby. Trudno odwiedzić chorego, jeżeli nie dostrzeżemy jego samotności. Trudno pocieszyć strapionego, jeżeli nie zauważymy jego smutku. Trudno pomóc potrzebującemu, jeśli przejdziemy obok niego obojętnie.




















